niedziela, 9 sierpnia 2015

09.08.2015

W nocy wokół łaziła burza, więc nastąpiła przerwa w spaniu, bo trzeba było pochować rzeczy - zaraz potem Kajka zaczęła marudzić. Ech. Mieliśmy jechać po śniadaniu, ale Gosia wróciła z kościoła z płaczem, bo ząb, to ją teść zabrał na ostry dyżur do Olsztyna - suchy zębodół, super. Ruszyliśmy wreszcie w południe i podróż, choć było całkiem gęsto, zajęła nam tyle samo, co w tę stronę - około trzech godzin. Po obiedzie zabrałem młodą na spacer na rower - częściowo na rower, bo go trochę nosiłem... Kupiliśmy lody i aspirynę dla mamy i wróciliśmy. Chyba się zmordowałem, a w Warszawie upał większy, niż na Warmii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz