niedziela, 30 czerwca 2019

30.06.2019

Z Brzozówki wyruszyłem przez 8, wróciłem tylko po telefon, bo przecież zapomniałem... W Warszawie byłem za 25 minut, kolejne 30 przebijałem się przez miasto, ale zakupy w Lidlu trwały najdłużej - o 10 byłem już w domu. Wydałem 400 zł... Zrobiliśmy warzywne szaszłyki, sałatki i pierdoły i pojechaliśmy do kościoła na mszę za mamę - i, jak się okazało, z tysiąc innych osób. Nie ważne. Odbębniliśmy, poszliśmy na grób i pojechaliśmy na działkę z Arturami. Rozstawiliśmy dzieciakom basen, Kajka z Różą doskonale się dogadały. Nie przejedliśmy nawet połowy, kurde. O 18:30 przyszliśmy do domu na herbatę i kolejne 0,0, wyszli o 20. Było miło, naprawdę. Wreszcie spokój.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz