Dziś to ja rządziłem drogą, wybrałem trasę do Cegłowa, tylko, że dookoła. Początek był spoko, ale jak zjechaliśmy z głównej drogi... Raz, że wiatr, a w lesie droga była zupełnie nieuczęszczana i w sumie to jechaliśmy przez pole, to przez jagodowisko, to przez krzaczory... Niektórzy byli zachwyceni :) Wjechaliśmy do Mieni, poczekaliśmy na pociągi, aż przejadą i wjechaliśmy w las. Rezerwat był najlepszy, bo pojedliśmy borówek, opadły nas chmary komarów, a konary i drzewa leżały na drodze - ahoj przygodo! Na szczęście trwało to krótko, wyjechaliśmy na żwir i... natknęliśmy się na manewry żołnierzy, sarna uciekła mi spod kół i wreszcie dobrnęliśmy do Cegłowa, robiąc postój w centrum. Obeszliśmy z Robertem najważniejsze obiekty i wróciliśmy. Droga powrotna mnie wykończyła - pod górkę, pod wiatr. Masakra. A poszło 33 km, umęczyłem się strasznie. Na szczęście wieczór spokojny, Robert pojechał na noc do domu, ale nikt się nawet o niego nie spytał...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz