Pomimo przeszkód udało mi się zalegać do 8:30 w łóżku, super. Są postępy. Ale potem... Tato, jestem głodna! Ogarnąć kuchnię, Gosia poleciała do swojego ginekologa po porodzie - młody trochę darł, ale go ogarnąłem. Potem przyszła Marta z chłopakami, to ja poleciałem na szopping: apteka, karma dla chomika, ciuchy dla mnie i spożywcze rzeczy. Wróciłem o 15:30, na styk, aby zjeść, ale Kazikowie się spóźnili, więc wieczór upłynął pod znakiem meczu siatkówki. Kaja z Kazikiem bawili się przednio, było miło. Ale za to nie ma chwili spokoju... Zanim ogarnąłem młodzież, napisałem sprawozdanie i niemal całą listę na Włochy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz