niedziela, 23 czerwca 2019

23.06.2019

Wstaliśmy rano i pojechaliśmy na SOR z tym pępkiem, Gosia jak zwykle w panice. Najpierw Kopernika - chirurdzy na sali, będą o 14. Dobra, spróbujmy Niekłańską - tam tłum, więc wróciliśmy, chirurdzy akurat wyszli. Po półtorej godzinie poszliśmy z Kają na spacer, tymczasem Bartek wszedł, żona dostała opieprz, że przychodzi z taką głupotą, podłożyli jakiś gazik i kazali się wynosić. Świetnie, cały dzień zmarnowany, ani obiadu, ani spakowania... Wróciliśmy na biegu, udało się zrobić obiad, spakowałem się i w sumie gotów do wyjazdu przewijałem Bartka - nie wiedziałem, że ta gaza taka duża, podniosłem energicznie wdzianko i... pępowina została mi w rękach... Ups... Trochę stres, ale może tak powinno się zrobić? Ja muszę jechać, a tu konsternacja... Wreszcie ruszyłem, zawiozłem basen na działkę, zatankowałem i pojechałem na Mińsk. Jechało się ok, choć dość powoli, wreszcie skręciłem na Mińsk i zrozumiałem, że źle - powinienem pojechać dalej na Terespol. Spróbowałem wrócić i straciłem przez to pół godziny przez wsie i opłotki. Wreszcie dojechałem do Brzozówki, ale ze znalezieniem Na KOŃcu Wsi też był kłopot - dotarłem o 18:30, to zupełny koniec świata. Mieszkamy w drewnianej chałupie, dookoła konie, psy, kozy, świnie, króliki i zające... Rozpakowałem się, zrobiliśmy grilla powitalnego, zrobiłem chłopakom postaci do WH i w sumie poszliśmy spać. W teorii przynajmniej, to przecież pierwsza noc, nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz