poniedziałek, 17 czerwca 2019

17.06.2019

Wstawanie o 5 to masakra - ale na szczęście po raz ostatni. Na razie. Nie wiem, po co przylazłem na 7, bo aż do 5p nikogo nie było - a oni i tak na karcie rowerowej. Przynajmniej ogarnąłem świadectwa i arkusze i już mam z głowy. I tak musiałem drukować dwa razy, bo zepsułem... Z ostatniej lekcji zwiałem, bo 8s nie przyszła, zjadłem i pojechałem do domu, zabrać żonę i Barta na zakończenie przedszkola. Ładna impreza, Kajka wypadła rewelacyjnie: uśmiech, zero płaczu, świetnie zagrana rola, cud :) Młody zaczął się drzeć dziko, więc trzeba było uciekać, zajrzeliśmy do tajskich lodów, ale i tak szybkość była wskazana. Poszedłem ogarniać płyty i książki: mapę znalazłem, Wilna dla Kuranosi już nie :(  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz