Wprawdzie pobudka o 5 była straszna, ale potem okazało się, że wstaliśmy 9:30... Ta pogoda jest straszna, płynę w tym łóżku... Ogarnęliśmy się dopiero o 13 i pojechaliśmy na Bródno. Przejrzeliśmy mieszkanie mamy, oddałem Baśce klucze dla gazowników, odłożyliśmy rzeczy, jakie chcemy mieć po mamie i wyszliśmy... Kajka płakała kilka razy, pozbierała oczywiście samochodziki i jak zwykle wsiadła na rowerek. Poszliśmy na plac zabaw w parku, obiad w Amricie i mieliśmy jechać do chirurga z tym pępkiem, ale... Gosia nie wzięła książeczki zdrowia, brawo. To wróciliśmy do domu, ja skoczyłem do t-mobile, bo żądają ode mnie 870 złych za telefon mamy, a ja go nie chcę! Cholera! Zatankowałem, zrobiłem zakupy i jutro pora wyjechać na rowerowy obóz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz