niedziela, 9 czerwca 2019

09.06.2019

Spałem do 8 - nie pamiętam, kiedy udało mi się to wcześniej... Ale zaraz potem dostałem popędu: zrobić jajecznicę, odkurzyć, zrobić obiad... ale, ale. Gosi się jednak ubzdurało, że ona chciałaby iść na mszę z okazji naszej rocznicy. Świetnie, jak zwykle rzuć wszystko i w ostatniej sekundzie zapieprzaj na mszę. Była wybitnie udana, tylko 75 minut. Co za strata czasu... Przez to musiałem lecieć do Sajgonu po obiad, żeby wyrobić się przed Agnieszką i Lilianką - na szczęście się spóźniły. Po zabawie u nas poszliśmy do lunaparku, gdzie Gosia wydała wszystkie moje pieniądze - stawiała jako chrzestna, nie? Tylko bez portfela poszła :P Ogarnąłem towarzycho, zrobiłem na jutro obiad, wywiesiłem pranie i nawet popisałem wreszcie nieco Bielan. Jutro dziki zapieprz. A mnie się komp się pieprzy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz