Pobudka o 5 - było tak gorąco, że pływałem w tym łóżku... Zdrzemnąłem się do 6 i pora wstawać... Młodą do przedszkola, do pracy zdążyłem - strata czasu, jak zwykle. Ósme klasy tańczą poloneza, 6a miałem obie grupy, z 6c wyszedłem z ciasnej 26 i był to mój pech, bo najwyraźniej Patryk Piotrka informatyka złamał sobie obojczyk... Cholera. Moich nie było nawet połowy, więc na wychowawczej grałem z chłopakami w pingla. W dupę dała mi jak zwykle 5p o 15 - co za banda zjebów... Aż mi było przykro, bo część zachowywała się normalnie, poza kilkoma kretynami, co to za jazda? Wyszedłem naprawdę wypluty... Zrobiłem szybkie zakupy, wymieniłem książki, odebrałem małą, kupiliśmy kwiatki i wręczyliśmy Gosi na urodziny wraz z tofifi. Zjedliśmy obiad i na spacer ruszyliśmy jakoś o 19... Lody i przechadzka, w domu byliśmy o 20:30. Kolacja, mycie, starałem się oglądać mecz, ale średnio szło. W końcu Polska-Macedonia 1:0, wymęczone.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz