Zrobił się upał. No i dobrze. Rano wstałem i zacząłem przygotowywać się do wycieczki - rychło w czas... Zdążyłem, ale niewiele to dało, bo nie było chętnych. Pokręciłem się chwilę i wróciłem do domu, aby zrobić zakupy. Potem obiad i wyszliśmy na spacer - w sumie o 17, bo przecież nakarmić, ogarnąć, wziąć torbę pełną rzeczy - znowu to wraca... Poszliśmy do apteki, na lody i do lunaparku z okazji dnia dziecka (plus bluza od Vito & Bella!). Ubawiliśmy się w Dino Parku, co za tandeta! Potem kolacja, kąpanie obu dzieciaków i o ile Kaja śpi, to mały skubaniec ryczy za cycem cały czas...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz