Miałem nadzieję, że uda mi się wyspać choć do jakiejś 8 - wszak wziąłem dzień wolny. Nic z tego, w nocy była taka burza, że młoda przylazła do nas do łóżka. Fajnie, w czwórkę na jednym wyrku... Nie dało rady, wyniosłem się z młodą do salonu na sofę. Burza nie pomogła, wciąż 35 stopni. Skoczyliśmy rano na Milenijną do chirurga, babka spóźniła się ponad godzinę i nic nie pomogła - kazała pępek smarować spirytem, a język jest ok. Tyle czasu zmarnowane... Pojechaliśmy więc do Jonkowa, droga dość pełna, ale jechało się spoko, nawet z przerwą dla młodego. Dotarliśmy przez sklep, zjedliśmy obiad i w sumie był taki lekki chillout - Kajka na górze, młody śpi i je, piwko i spokój. Poszedłem spać w salonie na tej niewygodnej kanapie...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz