wtorek, 25 czerwca 2019

25.09.2019

Tym razem pobudka o 6:30, nie wiem, czy pierwsze były dzieci, czy muchy... Tak samo denerwujące. Tego dnia, korzystając z dzikiego upału, pojechaliśmy do Kałuszyna. Skoczyliśmy na drugą stronę autostrady i polecieliśmy po prostym w kierunku zalewu - korzystając z okazji trochę im opowiedziałem o miasteczku, zajrzeliśmy na kirkut i wreszcie dotarliśmy na Zalew Karczunek. A tu zonk! Kazali nam płacić za wstęp... No cóż. Ale za to plaża czysta, infrastruktura, doskonałe miejsce na wypoczynek! Kąpaliśmy się, opalaliśmy się, były skoki do wody, pełen wypas! Udało mi się nawet trochę posłuchać muzy :) Wróciliśmy podobną drogą, dziś udało nam się wykręcić ze 30 km. W Jakubowe, w sklepie napadł na nas - znaczy na Roberta - właściciel sklepu, gdzie kupowaliśmy napoje. Powiedział, że mu przeszkadza w pracy, że nie w takich butach tu ma włazić (w rowerowych był) i coś tam bredził, dość, że sam z gołym brzuszyskiem paskudnym stał na środku. Więcej tam nie wrócimy, idiota jakiś. Po obiedzie raj - dzieciaki się bawią w obejściu, nikt nie używa telefonu, nie ma tv, są muchy. Zwierzaki i trampolina. Sielanka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz