piątek, 23 listopada 2018

23.11.2018

Znowu dzień dzikiego biegu. Pracę przeżyłem ledwo, źle się czuję i głowa mnie boli. Wydawało mi się, że mam gorączkę, ale nie, to po prostu przeziębienie... 5p znowu mnie wykończyła, to jakiś dramat... Pod pracą spotkałem się z Szamanem i dostałem od niego dwie płytki Wołominiaków - fajnie :) Wróciłem biegiem, przebrałem młodą i zaprowadziłem na piłkę. W trakcie treningu szybko do domu na obiad (o 17:10...) i z powrotem po małą. Kiedy ją ogarnąłem, koło 21 przyjechali Sławek i Misiek - poszliśmy do Winylowej na piwo. Spędziliśmy parę fajnych godzin - wprawdzie Sławek próbował nas wyciągnąć do Hydrozagadki, ale się nie daliśmy. Padłem w domu koło 1.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz