środa, 21 listopada 2018

21.11.2018

Co za dzień! Wstałem znowu przed 6, zwlokłem się z łóżka, zaprowadziłem małą i pojechałem do pracy. Na szczęście lekcje minęły szybko i bez bólu... Za to po lekcjach... Biegiem do domu i lecimy na Górce obejrzeć mieszkanie. No ładne, nie powiem... Potem na Tarchomin zobaczyć dwa następne. Już mnie nie przejmuje wizja 20 lat kredytu, chcę to mieć za sobą, zwłaszcza, że ta chałupa na Górcach ma piękną garderobę na moje płyty :) Potem biblioteka, szybki obiad w Sajgonie, zawieźliśmy młodą do Matysi i w te pędy do MAL-u na Marymont, bo Gosia się żegnała ze swoimi. Miało to być pół godziny, zajęło półtorej... Ja gadałem przez ten czas z Marzeną, potem z jej rodzicami. Znalazł się chyba dom dla pozostałych gości, oby to koniec! Potem szybko do Kolorado odebrać młodą z imprezy Kazika i w domu spokój był po 21:30. A tu jeszcze ogarnięcie listy rodzin itp. Zwariuję. A jutro nie będzie lepiej, o nie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz