Kolejny dzień w biegu. Rano śniadanie, pozmywanie, odkurzenie i łazienka - oczywiście mama przyszła pół godziny przed czasem... Pojechaliśmy na Północny i Wawrzyszewski, zajęło nam to półtorej godziny - szybko, bo zimno jak piorun. Przy obiedzie mama dowiedziała się o młodzieży i straszliwie się ucieszyła, choć chyba za mocno, bo głupoty z tej okazji gadała jakieś... Rety. Pojechała jak już było ciemno, więc lekko zaległem, choć nie do końca, bo mnie mała męczyła. Oglądaliśmy relację z Marszu Niepodległości - były w ogóle chyba ze trzy marsze: jeden oficjeli PiS, za nim szły bojówki ONR i innych faszystowskich gówien z Włoch i Węgier, czy Słowacji, a gdzieś na marginesie masa normalnych ludzi. I tych pokazywali najmniej, paranoja.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz