piątek, 9 listopada 2018

09.11.2018

Znowu wszystko biegiem, ja się wykończę... Ledwo wstałem o 7, ogarnąłem młodą i siebie i pojechałem do pracy. Wlazłem o 10:10 i w ciągu 25 minut wyciąłem obrazki, wsadziłem do pudełka, podskoczyłem na Popiełuszki, schowałem i wróciłem. Uchetałem się wściekle. Ruszyliśmy na ten bieg niepodległości i przyznam, że wszyscy się nieźle bawili. Do 14 załatwiliśmy całość (podzieliliśmy się na ostatnie zadanie :P) i byłem wolny. Potem znowu biegiem: na pocztę po paczki, oddać papiery do frse, do empiku po płytę dla Sila, do biedry i po Kajkę na piłkę oraz obiad. I znowu: plecak wypchany, ciężka siata i bambetle młodej, to żona wymyśliła, żebym po nią podszedł do sklepu po siaty... Matko. A smog taki, że na 50 metrów nic nie widać. Padam na pysk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz