Kaja wstała o 7, nie wiem, po jaką cholerę, bo spać poszła późno. Wyprzedziła nawet dziadka. Zebraliśmy się po śniadaniu i w sumie wyjechaliśmy o 11:20. Trasa była spoko, w 2,5 godzinki byliśmy w Łomiankach, a tam... kolejna godzinka, bo zaczynał się porządny korek. Zanim doniosłem bagaże na trzy razy, poszedłem do sklepu, to obiad zjadłem po 16. Poczytałem itd, a jutro dzień na dziko, w biegu niesamowitym...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz