czwartek, 8 listopada 2018

08.11.2018

Znowu wszystko biegiem, szlag. Gosia miała rano odprowadzić małą do przedszkola po drodze do lekarza. Skończyło się na tym, że ja odprowadziłem Kajkę i biegiem odwiozłem żonę do przychodni... Oczywiście miałem naładować choć trochę mp3, ale wróciła w połowie i dupa. Praca minęła dość szybko, pomijając tysiąc kłopotów z jutrzejszym biegiem... Zjadłem w Kumpirze, odbębniłem Kubę i wróciłem przez sklepy prosto na zmywak, bo moja żona nie umie od trzech dni pozmywać kilogramów swoich syfów. Zdążyliśmy się o to spiąć rano... Zrobiłem wkładkę do tomu 9, zapomniałem z pracy obrazków na zadanie do biegu, kurwa, ja się wykończę... I jeszcze mam za mało rodzin goszczących miesiąc przed wizytą...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz