wtorek, 20 listopada 2018

20.11.2018

Znowu biegiem. Do pracy, w pracy niemal same dyżury. Przy okazji okazało się, że Portugalki nie mają 14 lat, tylko 16... A to, co wczoraj zatwierdził Constantino, dziś chciał zmieniać. A Geczynka nic nie rozumie i ciągle się pyta i ciągle ma problem. Zwariuję. Kasę mam dostać w tygodniu, może się uda szybko załatwić sprawę w Bursie. Po lekcjach pojechałem na Zachodni, ale Szamana nie było, niepotrzebnie marzłem pół godziny. Przepraszał i próbował odezwać się messengerem, ale akurat była zawieszka systemu i nie dowiedziałem się... Odebrałem płyty, wróciłem do domu, przez bibliotekę i naleśniki odebrałem małą i wróciliśmy. W domu znowu kurwa wybuchła bomba - zostawiałem kuchnię sprzątniętą, a jebła atomówka, znowu musiałem stanąć i pozmywać, bo ruszyć się nie dało. Do tego prezentu dla Kazika nie ma, srajtaśmy nie ma, kaszki nie ma. Leży i robi wokół siebie pierdolnik, a ja latam do pracy, ogarniam chałupę, dziecko, zakupy i służę za szofera. Wykończę się. Na koniec dnia Portugalia - Polska 1:1.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz