Piąta rano zabija... Wciąż leje, co za gówniana pogoda... W pracy dostałem dwa zastępstwa, więc miałem osiem lekcji, na szczęście zdążyłem obdzwonić wszystko, co musiałem i załatwiłem całość. Słabo zgłaszają się rodziny goszczące, została mi jeszcze połowa dzieciaków do rozparcelowania... Po pracy poleciałem pod palmę odebrać ciuchy dla żony, zjadłem w Co Tu i wróciłem do domu. Gosia wywlokła mnie jeszcze do sklepu - pękło ponad 200 złych znowu, ale nie z mojej karty, bo nie przyszły mi dziś godziny - szlag! Łeb mnie boli, robię na raz 9. tom i papiery do frse. Szybciej to wolne poproszę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz