piątek, 19 października 2018

19.10.2018

Piątki to będzie mój ulubiony dzień... Przetelepałem się przez te 7 lekcji - miało być pięknie, bo Kinga ze swoimi wyszła, ale dostałem dwa zastępstwa i się zesrało. I jeszcze 5p była tylko w połowie i to na ostatniej lekcji, co z nimi robić znowu? Ogłosiłem wyniki erasmusa, było zadziwienie lekkie. Greczynka mnie męczy, Turczynka czepiła się literówki i zmienia im się nazwa szkoły WŁAŚNIE TERAZ - wcześniej nie wiedziała... Po lekcjach biegiem do sklepu po banana i picie i odstawić młodą na trening. Ten trening to jakaś pomyłka, każdy biega z piłką, nikt nie wie, o co chodzi... Ale póki ma frajdę, to niech gra. Jak trenowała, poszedłem sobie do Sajgonu na obiad. Wróciłem zjebutany, to żona mnie jeszcze wyciągnęła za uszy po zakupy... A pierdolnik w kuchni przechodzi ludzkie pojęcie - wczoraj zmyłem naczynia, tak? Mam dość. I kończy się złota jesień, zaraz będzie prawdziwa słota...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz