czwartek, 11 października 2018

11.10.2018

Miałem niby odprowadzić młodą do przedszkola, ale zupełnie nie starczyło czasu. Wszyscy znaleźli się o czasie (no, Igor 2 minuty przed odjazdem) w pociągu i ruszyliśmy. Wprawdzie nasze miejsca były zajęte (bilety na te same miejsca, choć full pustych siedzeń? PKP?) i dotarliśmy do Białegostoku o czasie. Pod pałacem byliśmy za szybko, udało nam się wygospodarować jeszcze 30 minut wolnego i zaczęliśmy zwiedzać muzeum historii medycyny - bardzo fajna rzecz. Do 13:15 nie tylko dowiedzieliśmy się wszystkiego w temacie, poznaliśmy historię pałacu i miasta. Potem poszliśmy na obiad, 20 minut wolnego i biegiem na dworzec, bo Marcinek źle wymierzył czas do Mc Donalda... Daliśmy radę, za to w pociągu pani kontroler (źle jej z oczu patrzyło od początku) postanowiła sprawdzać legitymacje - oczywiście brakowało 15 (!). Bo przecież się zdąży... Ale udało się panią zmiękczyć :P Wróciłem przez sklep i usiadłem dopiero po 21... Polska-Portugalia 2:3...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz