piątek, 26 października 2018

26.10.2018

Ale akcję zrobiła żona... Wstałem, ogarnąłem i poszedłem do przedszkola i pracy. Po trzeciej lekcji dzwoni: brzuch mnie boli, do lekarza, ratunku. No to idę do Marty, ta mówi, żebym od razu leciał. No to wróciłem, wsadziłem do hondy i pojechaliśmy na Kasprzaka. Okazało się dość szybko, że to infekcja: antybiotyk i tyle. Więcej szumu, niż to warte, mogła iść do naszej przychodni tak naprawdę. No ale ok, ominęło mnie parę lekcji. Kajkę odebrałem i poszedłem z nią na piłkę, pogadałem z tatami i wróciliśmy do chałupy. Nie mam internetu, nie ma tv - upc pierdyknął transformator i nie ma nic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz