sobota, 27 października 2018

27.10.2018

Pobudka o 8 - pospałbym jeszcze, ale trzeba jechać na Mokotów na masaż... No to zmywanie, jajecznica i pojechaliśmy. Oczywiście godzinka w jordanku, zimno jak piorun, a młoda niemal się zabiła, bo dwa razy łbem przydzwoniła w sprzęty... I gada, że chce braciszka, lol :P Po powrocie poszliśmy do kebab kinga na obiad, krótki spacer i ja poleciałem jeszcze na zakupy: apteka, bułka i woda. Próbowałem paść i odpocząć, ale w tych warunkach to dość ciężkie. Wieczorem ogarnąłem stare zdjęcia do tomu 9.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz