poniedziałek, 22 października 2018

22.10.2018

Wstawanie o 5 mnie wykończy - jak wyszedłem do pracy, było jeszcze ciemno, a mgła nieprzenikniona. Jakoś to wszystko szło, trochę pocierpiałem, pozałatwiałem i o 14:30 wreszcie opuściłem lokal. W domu zjadłem i lekko przydrzemałem - niestety jedynie 5 minut, bo trzeba było iść po młodą. W przedszkolu posiedzieliśmy na placu, bo Adrian na nią czekał specjalnie, więc nie dało się iść od razu... Siedzę i uzupełniam librusa, papiery, pierdoły. Spać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz