Rano poleciałem na lekcje i poszły szybciutko, bez kłopotów. Niepotrzebnie spieszyłem się pod Politechnikę, bo grupa spóźniła się pół godziny i siedziałem jak głupi - dobrze, że piękna pogoda była. Wreszcie przyszli - po początkowym dystansie udało się przełamać lody i jakoś wyszło fajnie, w końcu się nieco otworzyli. Na tyle, że pan Andrzej zaproponował stałą współpracę :P Z fotoplastikonu poszedłem coś zjeść w Co Tu i zajrzałem w parę płytowych miejsc - na szczęście nie wydałem ani grosza - i tak mam na koncie ledwie 400 zł... Na koniec dzień otwarty - przyszły tylko trzy osoby - i starczy, uciekłem szybko. Przy okazji dostałem dziś dwie kolejne prace - słabą Ani i bardzo fajną Marka. Jeszcze dwa dni! Ale i tak nie wiem, kiedy przyjdzie kasa, to jakiś dramat. W domu dziki pierdolnik, syf i sodoma dookoła, ale cały dzień byłem w pracy, pierdolę, nie sprzątam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz