Nareszcie Kajka spała u siebie całą noc... Co za wygoda! Na 10 zawiozłem dziewczyny na Włochy do Marty i miałem dzięki temu 2,5 godziny spokoju. Udało mi się uporządkować płyty i wymienić klaser samochodowy. Przywiozłem je o 14, poszliśmy jeszcze po kapcie do przedszkola - to znaczy ja zdążyłem zrobić zakupy i zanieść je do samochodu, a one wybierały jeszcze dobre 20 minut. W rezultacie obie wyszły z butami... Po obiedzie pojechaliśmy na rower na Żoliborz po zaktualizowane plany. I tu ciągłe jęki i narzekania i pretensje, jak to znieść? W pracy okazało się, że plany Marta schowała u siebie i przyjechaliśmy na darmo. Szlag. Wróciliśmy krótszą drogą, ale i tak wszyscy chyba czuli wyprawę w kościach - ja bardziej mentalnie, bo wkurw mi urósł...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz