czwartek, 9 sierpnia 2018

09.08.2018


Zaraz po śniadaniu pojechaliśmy do portu, aby wsiąść na statek do St. Naum. Przyjechało bydlę punktualnie i popłynęliśmy. Widoki niesamowite, moje wkurwienie rośnie, bo obie dziewczyny są coraz bardziej nieznośne - pękło w Zatoce Kości przy kolejnym rozkazie - szlag mnie trafił i żona zebrała opierdol. Chyba się tego spodziewała, bo szybko się zmitygowała, przeprosiła, ale wyglądało to trochę tak, jakby ciągnęła tyle, żeby zobaczyć ile dam radę... Hmmm... Zatoka Kości urocza, owszem, ale największy kosmos to St. Naum i jego świątynia - w środku jest nieprawdopodobnie. Odlot. Zleźliśmy okolicę i zainstalowaliśmy się na plaży przy piwie. Na sam koniec pobytu zaczęła się burza, lało jak lecieliśmy do statku, wszyscy mokrzy! Wróciliśmy jednak zadowoleni, bo wycieczka była fajna. Żona odpuściła, tak jak trochę jej plecy.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz