czwartek, 16 sierpnia 2018

16.08.2018

Pobudka o 2:30 to koszmar... Ale udało nam się pozbierać i lecimy na Okęcie. Poznajdywaliśmy wszystkie baby, zaczął się rejwach, bo przecież trzeba się odprawić - żadna nie ogarnia, więc odprawiłem każdą. Ok. Lot spokojny, dostaliśmy kanapeczkę i napój, Kajka prezencik od KLM. Lot minął szybko i przyjemnie. Na lotnisku poczekaliśmy na przewodniczkę i ruszyliśmy. Najpierw zagroda z robieniem serów i chodaków, potem cudowny skansen w Zaanse Schans, a na koniec obłędne Volendam nad morzem. Zjedliśmy kalmary w dobrej cenie, nakupowaliśmy sobie koszulek itp i połaziliśmy po mieście. Jestem absolutnie zauroczony Holandią! Wieczorkiem dziewczyny wyjęły Wyborową i siedzieliśmy, choć Ewa miała po kanapeczkach lekkie boleści...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz