Dziś dzień spokojniejszy - pojechaliśmy najpierw do szlifierni diamentów. Fajnie, ale takie tam szkiełka... Potem mieliśmy czas wolny, bo reszta poleciała do muzeów. A my skoczyliśmy do sklepu muzycznego (czad!) i na apeltaarte i czas zleciał. Kajka śmigała na tyłku po rampie, biegała jak dzika. Spod muzeów poszliśmy na Jordan i był czas wolny. W sumie musieliśmy oszczędzić, więc skończyliśmy w Burger Kingu, ale co tam. Wieczorkiem kolejny filis (Maciek wczoraj się tak zbakał, że chodził 3 godziny po parkingu, a w pokoju przewidywał hiszpańskie dialogi :D) i specyfik, który kupiliśmy po drodze. Fajna butla, słodki, ziołowy smak - bardzo przyjemne! Aha - MAMY ERASMUSA! Tego z Portugalii na początek - nasz jeszcze niewiadomy. Ale jest!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz