* Pamiętnik z życia - jeden dzień, jedno zdjęcie * A diary of a life - one day, one photo * Tagebuch des Lebens - ein Tag, ein Foto * Diario de la vida - un dia, un foto * Denník života. Jeden deň, jedna fotografia * Дневник жизни. Один день, одна фотография * Diary ya maisha. Siku moja, moja ya kupiga picha
niedziela, 19 sierpnia 2018
19.08.2018
Ostatni dzień to Haga. Mżyło, ale przestało. Oblecieliśmy miasto, choć podobało mi się najmniej z widzianych, i tak jest super. Po spacerze pojechaliśmy tramwajem nad morze do Scheveningen i... wyszło słońce. Dzięki czemu Kajka wykąpała się w morzu (ciepła woda i piękny piaseczek, mnóstwo muszelek), poszliśmy zjeść (dziś KFC...) i wydaliśmy resztkę kasy. Na promenadzie rewelacyjna seria rzeźb z pajacykami, obłęd. Na lotnisko ledwo wróciliśmy, bo drzwi się w autokarze zepsuły i strach zajrzał w oczy. Ale udało się odprawić, Ewa dokuśtykała te kilometry na Schiphol'u i o 23 byliśmy w domu. Pad na twarz.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz