O rany, odpocząć teraz by się przydało... Rano jakoś się ogarnęliśmy, ja poszedłem na zakupy i zrobiłem obiad, bo ledwo wracam, to przecież od razu wycieczka. Gosia chce jechać do Jonkowa, a ja nie bardzo , więc kiedy wychodziłem na wycieczkę uznała, że to najlepszy moment, aby mnie wkurwić awanturą, bo ja nie chcę jechać. W dupę mać. Ech... Spotkałem się z panią z Ameryki, oblecieliśmy w 4 godziny miasto, zmęczyłem ją niebywale, ale ok :) Kasa jest i chyba była zadowolona. Zdążyłem jeszcze odebrać paczki z poczty. Jak wróciłem do domu, zaraz wróciły dziewczyny ze sklepu i przyjechali Łukasze, czyniąc spustoszenie w lodówce... Matko, ile oni żrą!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz