Śniadanie okazało się bardzo przyzwoite, naprawdę! Ruszyliśmy na podbój Amsterdamu - obłędnie tu jest! Spacer przez centrum, rejs kanałami, Czerwone Latarnie, targ kwiatowy, łażenie wokół Dam... Ewa skręciła kostkę i ledwo łazi, Stenia kupiła jointy, zjedliśmy niezłe steki argentyńskie i czas było wracać. Fantastyczny dzień! Ewa ledwo łazi, zniszczył ją bruk w dzielnicy czerwonych latarni... Na tyle, że wieczorem filis poszedł bez niej, a piliśmy u Steni i Boni.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz