środa, 22 sierpnia 2018

22.08.2018

Rano wstaliśmy, przyjechała mama i została z młodą. Pojechaliśmy do szkoły, obejrzeć sprawę, Gosia została robić papiery, a ja pojechałem najpierw do Łaz, odebrać tę pieprzoną paczkę, a potem połazić po cmentarzu żydowskim. Ufff... Dosyć to skomplikowane! Muszę tam wrócić. Odebrałem żonę z pracy, zrobiliśmy szybki obiad, obejrzeliśmy z mamą zdjęcia z wakacji i kiedy mama pojechała, poszliśmy na spacer i lody - wyszło nam 2,5 godziny. Młoda miała głupawkę, trochę była denerwująca...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz