No i trzeba było wrócić do pracy... Pierwsza rada odbębniona, trwała prawie dwie godziny. Młoda siedziała u Wiktorii w tym czasie. Ala zalała nas ogromem roboty, jestem odpowiedzialny za grę terenową, oprowadzanie po cmentarzu, fejsbuka i erasmusa... ups, dwa erasmusy, bo i ten, co go pisałem też dostał kasę... Po obiedzie Gosia została pisać protokoły, a ja pojechałem z młodą na rower wokół Woli. Fajnie było, pogoda się poprawia. Grzebię w erasmusach, zamiast pisać przewodnik...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz