Poszliśmy spać o 1, wielka impreza. Gosię boli żołądek i ogólnie jest dupa. Figa przestraszyła się wystrzałów i zniknęła - nikt nie wie, gdzie jest pies... Pobudka była już o 8:30, zupełnie nie wiem czemu młoda nie może spać spokojnie... Ogarnęliśmy się i po 12 poszliśmy z Kajką na spacer na WAT. To był spacer zoologiczny - podglądaliśmy sójki i zięby, wiewiórkę i inne ptaki (tak wiem, wiewiórka nie jest ptakiem). Potem usiedliśmy oglądać skoki - Stoch znowu wygrał! Reszta poleciała słabiej, ale sukces jest. Zbliża się koniec wolnego, coraz straszniej się robi...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz