piątek, 12 stycznia 2018

12.01.2018

Ledwo to przeżyłem... Nie musiałem jakoś specjalnie iść wcześniej, bo dla Kajki najwcześniejszy lekarz był na 18, więc wysłaliśmy ją zasmarkaną do przedszkola - po wizycie u lekarza okazało się, że poza katarem nic jej nie jest. I dobrze. Lekcje szły wolno, w większości klas nie miałem nawet połowy uczniów - zawracanie tyłka. Nie chciało mi się koszmarnie, ale co tam. Dało radę. Zrobiłem Julka, ale Jonatana odwołałem, bo bym się nie wyrobił zupełnie - na poczcie czekały dwie paczki, w inpoście kolejna, musiałem zajrzeć do biblioteki... Wszystko biegusiem, a do tego jakiś armagedon na ulicach - metro jeździło tylko do Słodowca i stało na każdej stacji po parę minut, a pod ratuszem Bielan puknął się autobus z jakimś wozem - musieli się nieźle piznąć, bo samochód miał pękniętą szybę... Kajka w rozpaczy, że wyjeżdżam, jakiejś histerii dostała, rany... Spakowałem się w kilka minut i staram się odpocząć. Nie chce mi się tam jechać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz