środa, 24 stycznia 2018

24.01.2018

Budzik zadzwonił o 7 i w sumie nie wiedziałem, co się dzieje. Ale wstałem, wyszykowałem młodą i poszliśmy do przedszkola. Ogarnąłem się i ruszyłem na Mokotów - najpierw zahaczyłem o pracę, wydrukować materiały. Potem poleciałem po Wierzbnie - dość długi ten spacer wyszedł, zlazłem się strasznie: znowu boli mnie kolano, zgrzałem się niemiłosiernie i ledwo lazłem, bo połowa chodników oblodzona. Przez to wszystko dostałem kataru, źle to widzę... W tym czasie, kiedy Gosia miała pisać dyplomowanie, młodą rozbolał brzuch i wróciła do domu... Trochę to naciągane było, ale tam... Wróciłem do domu, zrobiłem obiad i jeszcze poleciałem na zakupy. Padam z nóg i słabo się czuję.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz