Co za dzień, nie mogę, wykończą mnie te piątki... Zdążyłem bez problemu, zrobiłem te 6 lekcji, zjadłem w Hami i podreptałem w deszczu do Dżulsa. U niego spoko, ale u Jonatana jak zwykle szarpanie się, kto ile ugra. Ależ jestem zmordowany... I jeszcze zima do dupy, 6 stopni i leje. Co to ma być? Gosia siedzi i robi ciasta na jutro - naspraszała rodzinkę i ma dodatkowe atrakcje. Nie chce mi się...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz