Wbrew pozorom to był bardzo męczący dzień. Pojechałem rano pod kino Wisła - nawet te Smurfy nie były takie złe... Po kinie poszliśmy sobie na lody, po czym utknęliśmy na placu zabaw. Zebrałem opierdziel za chłopców (norma) i o 12 opuściłem towarzystwo, mam nadzieję, że nic nie zmalowali... Pojechałem do centrum, aby odebrać grupę spod Krosna - miałem 2,5 godziny na część starówki, grób nieznanego żołnierza i Powązki. Biegiem. Odstawiłem ich do Muzeum Powstania i wróciłem przez Sajgon. Ledwo zdążyłem zjeść, to Gosia wymyśliła Kinotekę i kino w trampkach, więc polecieliśmy na łeb na szyję do pałacu. Filmy niezłe, ale ciężkie w odbiorze, Kazik w spazmach, Kajka niewzruszona :) Wracamy do domu na ostatnich nogach, a tu drzwi otwarte, tv gra... Wpadłem w panikę, że to teściowie się zwalili na łeb, ale to mama zrobiła nam niespodziankę i wpadła z wizytą :) Padam na pysk.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz