wtorek, 6 czerwca 2017

06.06.2017

Nie dość, że położyliśmy się koło 1, to jeszcze po 4 przylazła Kajka, a Gosia wstała o 5... Mamo. Oporządziłem nas, pojechałem do pracy i w sumie nawet się nie narobiłem :) Na polskim poszedłem ze swoimi na boisko, Wojtek był na wycieczce, więc zamiast iść do niego, obleciałem 80% Marymontu. Pogoda zdążyła się spieprzyć, ale twardo szedłem :P Dokończyłem lekcje, poszedłem zjeść, kupiłem prezent dla Gosi na jutro, dojechałem na cmentarz i... zaczęło lać. Próbowałem przeczekać, ale to było bez sensu, więc wróciłem do domu. Muszę ogarnąć papiery i tego erasmusa zakończyć... Mam wstręt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz