Poleciałem do pracy nie wiem po co, bo moi byli sami siatkarze - łucznicy na WOM-ie. Niby rano było brzydko, ale się rozpogodziło, na trzygodzinnym okienku zrobiłem cały Dziennikarski, pojechałem po buty Kajki do 'pani Celinki' na Daniłowskiego i przelazłem jeszcze pół Centralnego. No i wróciłem, aby posiedzieć z piątką moich siatkarzy, bez sensu. A jeszcze An głupoty gadała, matko... Na zakończenie przelazłem do końca Nowy Żoli i wróciłem przez sklep. Gosia szaleje przed wycieczką do Lasek, narobiła sobie tyle roboty, że ja tego nie rozumiem...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz