Wstaliśmy o 9, świetnie! Może i mieliśmy iść do kościoła, bo niby święto, ale na szczęście się nie wyrobiliśmy, więc nie byłem ciągnięty na siłę, ufff... Wygrzebaliśmy się po 12:30, pojechaliśmy do pracy, bo przecież boarding passy przysłali o 7 rano, w mordę. Wysiedliśmy na Marymonckiej, przeszliśmy lasem do kamedułów i potem do Kępy Potockiej. W pracy podrukowałem, Gosia pozbierała papiery i w rezultacie byliśmy w domu po ponad 4 godzinach. Obiad, oddech i pisanie świadectw. Polska dostała w tyłek w siatkówkę od Rosji 0:3. Idziemy wcześniej spać, bo pobudka o 4:30! Lecimy!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz