Dzięki temu, że Gosia idzie do pracy normalnie, to wstałem o 6:30, miło. Obrobiliśmy się, ona jeszcze zdążyła do lekarza, bo ma jakąś infekcję. Teściowie pojechali przed 8, nastał spokój. W pracy w zasadzie nic nie robię, pobrałem gilosze, skoczyłem odebrać płyty i wróciłem, dokończyć lekcje. Potem obiad i przeleciałem (wreszcie!) kawałek wojskowego, ale czasu starczyło tylko na jeden sektor. Gosia poszła spać natychmiast, więc zostało mi wszystko zrobić samemu. No to zrobiłem, plus jeszcze trochę innych rzeczy :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz