Wieczorem okazało się, że rozminęły mi się daty samolotu i hotelu dla dziewczyn an lipiec, szlag mnie trafił... No ale dobra, jakoś to będzie. Odprowadziłem młodą i poszedłem do pracy, znów nie robiąc dużo, ale i tak cały czas lekcje. No i byłem u Wojtka, miałem odwołać przyszły tydzień, ale wyszło tak, że chciał, żebym przyszedł, to przyjdę... Po lekcjach skoczyłem coś zjeść do 21, gdzie spotkałem Gosię, Klapek i Therezę, huh... Potem rada, na której gul mi skoczył, bo wszyscy wzorowi, szlag. Na koniec zebranie przedkolonijne i w domu byłem o 20. Wszyscy jakoś padnięci, Gosia się rozkłada, teść chrycha, co to ma być?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz