piątek, 2 czerwca 2017

02.06.2017

Ledwo wstałem... Ciężko bardzo... Odprowadziłem małą, posiedziałem trochę w spokoju i ruszyłem do pracy. O ile początek był spoko, to przecież 4c i 5a sprowadzają na mnie nieustanną rozpacz... Co za beton. Po lekcjach wyskoczyłem do Muzeum WP, bo okazało się, że grupa spod Krosna już zjadła i są gotowi szybciej. Fajnie. Dzięki temu, że poszli sami na wystawę plenerową, szybko uwinąłem się z wnętrzami i byłem wolny, zdążyłem nawet zjeść i pojechać do Kuby. Wow. A na koniec dnia jeszcze wyjście z Kajką na rower, nie mogę z nią, kiwa się na tym siodełku tak, że ciągle leci na prawo... A dziewczyny oczywiście, zamiast iść na dwór, korzystając z pięknej pogody, to siedziały przed tv, bo mecz leciał siatkówki... Dobrze, że nasi ograli Brazylię w tie breaku... Teraz obie śpią, ja rzeźbię Żoli, zamiast przygotowywać się do jutrzejszej wycieczki... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz