sobota, 10 czerwca 2017

10.06.2017

Od rana krzątanina, ale na obiad się wyrobiliśmy. Przyjechali szwagry - Anielka naburmuszona, mało nie pękła. Hubert koniecznie chciał jechać na zlot jutuberów i do Decathlonu. Hania jęczała, że musi jutro być o 16, a dziś straciła jakąś imprezę w harcerstwie. Ja pierdolę. Mama przyjechała, posiedziała i po meczu siatkówki, przegranym z Brazylią, pojechała do domu. My za to z teściem i Gosią sobie świętowaliśmy - pękła flaszka czystej i pół śliwkowej... Łukasz wymiękł po trzecim kielonie... Oczywiście obejrzeliśmy Polska - Rumunia 3:1 i skończyliśmy pić późno :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz