sobota, 3 czerwca 2017

03.06.2017

Dziewczyny wyszły o 9 na masaż, więc miałem prawie 1,5 godziny luzu, fajnie. Skoczyłem do Patrycji po nagłośnienie (ona jest w ciąży znowu, o ja cię...) i ruszyłem na wycieczkę. Przyszło ze 30 osób, obyło się bez nagłośnienia, skończyłem koło 14 i wróciłem sobie pieszo do domu - bardzo przyjemnie. Jest niby ciepło i żarówa, ale taki zimny wiatr wieje, że nie wiem, o co chodzi. Zjedliśmy obiad i Gosi przypomniało się, że jutro zielone świątki i wszystko pozamykane - no to hajda do sklepu... A potem jeszcze tylko rower z młodą - ona mnie na tym rowerze doprowadza do rozpaczy, ciągle ją ściąga w prawo... Pozmywałem górę naczyń, wykąpałem młodą i wreszcie mam spokój.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz