środa, 21 czerwca 2017

21.06.2017

Podniosłem się jakoś. Nadal zakatarzony, poczłapałem na miejsce zbiórki. Prawie wszyscy byli o czasie - nie było tylko Safi - jak zwykle nie raczyły nic powiedzieć, że ich nie będzie, ale dziewczyny mówiły, że się wahała, więc niech spada - nie czekaliśmy. Brygada dotarła do centrum, od razu wpadliśmy do sprzętu do Karczewa i o 10 byliśmy na miejscu. Znaczy się w Karczewie, bo do przeprawy trzeba było dojść - w rezultacie wypłynęliśmy około 11... Na początku było cudnie, dzieciaki się dobrały w pary, a my luz. Ale po 20 minutach okazało się, że to nie pójdzie. Amcio i Tymcio płynęli jednym kajakiem w kilku kierunkach na raz, Hania z Marianką nie bardzo wiedziały co robią, a Ola z Gwen ledwo dotarły... Po zrobieniu roszad, trafił mi się Tymon (znowu!) i gadał całą drogę. A reszta stwierdziła, że jak się płynie z kimś, kto umie, to jest super! Płynęliśmy, łaziliśmy po łachach, znaleźliśmy świeżo wyklute pisklęta, Marek i Piotrek wpadli do wody z kajakiem i było śmiesznie. Tylko Iza zrobiła histerię, bo ona nie daje rady, więc nikt nie daje, a Piotruś jest mokry, jejciu. Na szczęście każdy ją olał, bo żądała natychmiastowego wyjścia z wody i pójścia na lody! TERAZ! Ale dotarliśmy do końca i było fajnie. Wracaliśmy chyba dłużej, niż płynęliśmy, bo na uciekł sprzęt - na Wilsona byliśmy koło 17... Jeszcze musiałem pójść załatwić kino, wziąłem BurgerKinga na wynos, wpadłem do sklepu i zaległem. A tu do napisania footage na erasmusa, opinia o Safi, nie mam wyzerowanych frekwencji, dyplomy... Ratunku!   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz