poniedziałek, 12 czerwca 2017

12.06.2017

Pojechałem do pracy, co za ulga... Wiele się nie narobiłem, w przerwie wprawdzie światło było marne, ale nie miałem po co wracać do domu, to dokończyłem spacery po Żoli. Po lekcjach miałem kontynuować łażenie, znowu wojskowy, ale znowu spadł deszcz, kiedy miałem tam iść, nie dane mi zupełnie... Zamiast tego pojechałem do centrum, wlazłem do Mesjasza po ponad dekadzie i... kupiłem pięć płyt. Kurde. Na koniec dnia grzebanie w klasyfikacji i dokończyliśmy śliweczki :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz